więcej
05/05/2012

To żadne streszczenie ostatnich trzech, czterech lat – działo się zdecydowanie więcej.












» Kategoria fotografia | Skomentuj
Brak niegodziwych środków. Od refleksji nad statusem ontycznym znaczenia po uwarunkowania komunikowania masowego (autoreferat na temat założeń i celów praktyki badawczej)
21/07/2009

Kontekstowe determinanty znaczenia na poziomie tekstu i w obrębie sytuacji komunikacyjnej, funkcjonalne i interdyscyplinarne strategie komunikowania, procesy reifikacji i petryfikacji znaczeń, sądów i wartości oraz ich znaczenie dla fortunności perswazji, a także metodologiczne i środowiskowe uwarunkowania komunikacji masowej i jej realizacje – te i powiązane z nimi tezy teorii komunikacji, semiotyki, teorii i filozofii języka oraz dziedzin pokrewnych (tu m.in. analitycznej filozofii języka, kognitywizmu czy dekonstrukcjonizmu) stanowią sedno moich zainteresowań badawczych.
Pragnę wykazać, że powyższe zagadnienia nie tylko wiążą się w sposób bezpośredni z przedmiotem moich dotychczasowych prac badawczych, ale i ściśle wyznaczają dziedzinę przyszłej habilitacji. Wskazując na wybitnie pragmatyczną orientację podjętych kwestii, w kończących autoreferat partiach pozwolę sobie odnieść je także do własnych doświadczeń zawodowych z zakresu komunikacji i public relations. Jak sądzę, zaświadczą one z jednej strony o moim przygotowaniu merytorycznym do kontynuacji badań, z drugiej zaś wskażą na interesujący mnie i w dużym stopniu już rozpoznany obszar weryfikacji tez badawczych, a więc: działalność mediów, działalność agencji public relations, działalność agencji interaktywnych.
Moja dotychczasowa praktyka badawcza związana była z dziedziną literaturoznawstwa, a w szczególności z teorią literatury. Tezy stawiane w pracy magisterskiej, rozprawie doktorskiej, wystąpieniach konferencyjnych czy w większości publikacji każdorazowo wspierane były jednak o dorobek nauk pokrewnych, a często także – poprzez wskazania na kontekst, analogię, praktyki mimetyczne czy redukcjonistyczne – odnosiły do praktyki m.in. nauk ścisłych, nauk przyrodniczych czy sztuki. Tendencja ta znajdowała uzasadnienie zarówno w interdyscyplinarnym przedmiocie badań, jak i świadomie przyjętej metodologii, akcentującej rolę znaku (oznaczanego, oznaczającego) w procesie kreacji i percepcji świata przedstawionego. Sprowadzając zagadnienie do podstawowych rozstrzygnięć, można z przekonaniem stwierdzić, że prace te zabierały głos w rudymentarnej dla nauk humanistycznych kwestii referencyjności znaku.
Problem ten podjęła zarówno praca magisterska pt. „Poezja semantyczna Stefana Themersona” (kwestionując postęp reifikacji i korzystając z interdyscyplinarnej techniki ideogramu, Themerson w iście postmodernistycznym geście dokonywał translacji obciążonych znaczeniowo słów, na ich słownikowe definicje), jak i rozprawa doktorska „Drzewo poezji. Metafory botaniczne w liryce polskiej po 1945 roku”, w której pod pretekstem prezentacji strategii lirycznej poetów, ujawnia się ich stosunek do antytezy natura-kultura, a także (w warstwie rozważań teoretycznych) prezentuje kluczowe dla ujęć referencyjnych praktyki mimetyzmu (także mimetyzmu formalnego, także na gruncie metatekstu) i redukcjonizmu poznawczego. Nie mniej interesujące z punktu widzenia moich zainteresowań badawczych są poboczne wątki wspomnianych rozpraw – niezwykle produktywne okazały się poruszane w nich zagadnienia korespondencji sztuk i porządków, socjotechnicznej orientacji tekstów programowych, roli konwencji w procesie komunikowana, czy obecność zaskakujących analogii strategii lirycznych i komunikacyjnych (Stefan Themerson w „Cel nad cele” prezentując manifest twórcy, wygłasza jednocześnie jeden z głównych postulatów etycznych współczesnego public relations: „Brak niegodziwych środków jest ważniejszy niż obecność Wielkich Celów”).
Tak poprowadzone badania skłoniły mnie do pogłębionej refleksji nad znakiem językowym w ogóle, a także – z zachowaniem przekonania o konwencjonalnym charakterze znaku – kolejnymi poziomami języka i praktykami komunikacyjnymi. Projektując rozprawę habilitacyjną zakładam, że jej ośrodkiem będzie zatem szczegółowa analiza praktyki komunikacyjnej nadawców treści o charakterze public relations, zaś wśród zagadnień szczegółowych znajdą się – w różnym natężeniu – rozważania m.in. na temat: cech i potencjału perswazyjnego komunikatów public relations, referencyjności i potencjału komunikacyjnego marki (w sensie idei organizującej oraz logotypu, tj. znaku językowego i wizualnego), komunikowania wartości, potencjału komunikacyjnego zabiegu personifikacji marki, uwarunkowań komunikacji z nadawcami medialnymi oraz innymi partnerami przedsięwzięć komunikacyjnych.
Pragnę zaznaczyć, że nakreślone powyżej ambicje badawcze są podyktowane w równym stopniu zainteresowaniami naukowymi, co i osobistymi, wieloletnimi doświadczeniami zawodowymi związanymi z komunikacją medialną, komunikacją marketingową i public relations. Na przestrzeni ostatnich lat z powodzeniem praktykowałem komunikację społeczną (realizując kampanie społeczne, medialne i wizerunkowe, wdrażając systemy identyfikacji i tożsamości), relacje z mediami (występując w funkcji rzecznika prasowego i konsultanta mediów), prowadząc szkolenia (z zakresu public relations, zarządzania wizerunkiem, sztuki prezentacji, relacji z mediami), organizując przedsięwzięcia edukacyjne z zakresu komunikacji marketingowej i medialnej (liczne konferencje i seminaria) – działania te przyczyniły się do rozszerzenia dziedziny zainteresowań o pełną domenę semiotyki, nie wyłączając teorii znaków ikonicznych, komunikacji i perswazji wizualnej, komunikatów reklamowych, różnorodnych kodów kulturowych czy zagadnień marki i wizerunku (w ujęciu komunikacyjnym, rynkowym i projektowym) itp.
Polecając Państwa uwadze załączony kwestionariusz osobowy, życiorys zawodowy, curriculum vitae oraz wykaz osiągnięć dydaktycznych, które dają pełny przegląd moich osiągnięć naukowych, doświadczeń zawodowych i innych dziedzin aktywności powiązanych z prezentowanymi w autoreferacie zainteresowaniami i kwalifikacjami, pragnę jednocześnie zadeklarować ich kontynuację w pracy nad rozprawą habilitacyjną, którą niniejszym zobowiązuję się złożyć z zachowaniem wyznaczonego przez Państwo terminu.
Katowice, 06.07.2009 r.
» Kategoria rachunek zdań | Skomentuj
na śmierć majkela i aniołka czarljego
26/06/2009

W coraz krótszych odcinkach czasu opuszczać nas będą osoby, o których możemy powiedzieć, że je znamy i które odcisnęły piętno na naszym życiu. Które przez dziesięciolecia, nieraz na wyłączność, modelowały nasze doświadczenie, relacje z innymi i życiowe plany, kreując lub utrwalając właściwe im wzorce zachowań i kulturę bycia, co sankcjonowane było przez liczne, a dla naszego pokolenia długo jedyne, środki przekazu. Za dziesięć lat odejdą więc zapewne niektórzy wówczas czterdziestolatkowie, za dwadzieścia niektórzy pięćdziesięciolatkowie, za trzydzieści wielu sześćdziesięciolatków, aż w końcu…
Poza czasem zawsze wydawali się być bohaterowie i herosi. Chcieliśmy ich znać, a nie poznaliśmy – pozostali niedostępną tajemnicą (jak pokazuje życie, to condicio sine qua non bezwarunkowego uwielbienia). Byli dla nas wzorem, a ich sukces i popularność punktem odniesienia naszych ambicji i postaw. Byli wszechobecni, niepodzielnie triumfujący nad czasoprzestrzenią – ich obraz docierał do nas zawsze z opóźnieniem – wiecznie młodzi, żyli w telewizji (najpierw czarno-biali, potem kolorowi), w gazetach (popularnych, obecnie we wszystkich), produkcjach, filmach i reprintach sprzed wielu lat, lat kilkunastu.
Dawniej ich nierealność podkreślało niewyobrażalne oddalenie – przed erą globalnej wioski, to właśnie Ameryka leżała za siedmioma górami i siedmioma rzekami… Dziś tę „boskość” podkreśla, tak charakterystyczne dla naszych czasów i kultury, galwanizowanie informacji o śmierci: według tych samych środków przekazu, symbol seksu nie umiera na wstydliwą odmianę raka (o tym nie powiedziano), zaś król popu odchodzi jako „ekscentryk” (co najwyżej).
Gdy umiera bohater-ikona świat odczuwalnie kurczy się o symbolizowane przez nią wartości i idee, które osuwają się w sferę mitu. Zanika sens życia wyznawców, a jego kultywowanie staje się fanaberią w oczach młodszych pokoleń (czy my mamy z kolei zrozumienie dla fanów „króla rocka”?). Mityczne stają się wzorce, które uosabiały i uzasadniały ikony, a do których dążenie szczelnie wypełniło życie. Archiwizujemy wraz z nimi jednostkowe wspomnienia, składujemy młodość, całe doświadczenie naszego pokolenia. Czy my również, żyjąc przeszłością, beznadziejnie się zapętlimy? Czy przyjdzie nam starzeć się w przekonaniu, że opuszcza nas nie tylko ciało, ale i rozum, zaś nasze doświadczenie nie ma już pokrycia w teraźniejszości? Że się zdewaluowało? Samotnie, bez zrozumienia, we własnym świecie?
Klinicznie: ktoś pisze notatkę na blogu, ktoś inny z kolei słucha płyt, po zmierzch, tych samych. W telewizji nadadzą zapewne „obszerny reportaż”…
opuszczone godziny
17/06/2009

Interesujące są te sprzeczności… Jednym z miejsc, gdzie jadam jest stołówka Wydziału Teologii Uniwersytetu Śląskiego (pora się zdziwić). Bywam tam od trzech lat, nie rzadziej niż raz w miesiącu, zawsze zamawiam to samo. Zanim usłyszę „ruskie dwa razy z barszczykiem” dobiegają mnie znane nazwiska świętych, ojców kościoła, uświęcone terminy i pojęcia. Studentki teologii, student, księża. Cicho, jakby pusto. Wcale nie tanio, więc to nie pokuta. Pod zębami trzaśnie czasem zasłyszany gnom lub cierpki sylogizm… więc to nie nawrócenie, to nie powrót, żadne nabożne skupienie. Syn marnotrawny – w tej roli tu nie wystąpię.
Gdy myślę o kościele: widziano we mnie kiedyś przyszłego księdza – tłuczono w głowę dziesięciolatka tezy puryzmu i ortodoksji staroluterskiej (Biblię, porządek liturgiczny i wszystkie pieśni kościelne znałem już na pamięć). Usiłowano coś zrobić z tym dziecięcym entuzjazmem, ale bez powodzenia – trzynastolatek z szelmowskim uśmiechem odbierał już reprymendę za opuszczone godziny (myślę o tym i bezwiednie przypominam sobie, że me skronie pokrywają dziś pierwsze siwe włosy). I więcej mnie nie widziano.
Kościół był i pozostaje za mały – więc dlaczego rozpycha się we mnie, dlaczego stale daje o sobie znać, konfliktując się z całym mym dorosłym życiem, nie odpuszczając nawet w tym momencie pierogom, barszczowi, leżącej obok komórce i komputerowi. Gombrowiczowskie w charakterze refleksje… Stołówka staje się łyżką nadziei i inspiracji w tej beczce ułudy. Siedząc w stołówce na Wydziale Teologii niczym w batyskafie, snuję swe powolne myśli, przywalony ciśnieniem tradycji i nauk. Kilka błahych słów przy kruchym stoliku, nade mną cztery kondygnacje katedr i zakładów.
» Kategoria 24/ 7 | 2 komentarze
spotkanie z nożem
05/06/2009

Między O.00 a O.30 przypomniałem sobie radiową adaptację „Spotkania z nożem” Mirona Białoszewskiego. Adaptację bardzo naturalistyczną z odgłosami „siusiania”, jękami bólu, szczękiem narzędzi chirurgicznych, której drugi plan dopełniły jeszcze dźwięki spoza słuchawek: dźwięki skrzypiącego łóżka, odginających się sprężyn i, od czasu do czasu, szczekającej osiedlowej przybłędy.
To proza, którą miałem okazję wielokrotnie analizować i cytować we fragmentach, które wybrzmiewając teraz ewokowały wyraźne wspomnienia związane z pracą w bibliotece czy wertowaniem notatek, skutecznie przez to odciągając mnie od postępującej w międzyczasie… pół-żywej fabuły. O ile jednak pamiętałem słodki dwuwiersz o lipach, które mają pachy (które z kolei mają zapachy), o tyle zupełnie nowe i niespodziewane wydały mi się gorzkie refleksje autora wspominającego przebytą operację. Nie pamiętam nawet niezwykle dramatycznego wyznania, z którym swego czasu, również po narkozie, zgodziłbym się w ciemno: „Tę przerwę w życiu opłacałoby się lepszym zastrzykiem wydłużyć w niebycie, który i tak czeka po przeszkodach… A tu taka okazja… Szkoda…”.
Kolejny ukłon dla „Pana Mirona”.
» Kategoria m 'ole! | Skomentuj
wdzięk pozoru
26/04/2009

Zanim znów skoncentruję się wyłącznie na krokach i oddechu, a potem i o nich zapomnę, moją uwagę przykuwa setka spraw: ludzie na trasie, zwierzęta na trasie, trasa sama w sobie.
Po pierwsze, jest tu nas coraz więcej – biegających, jeżdżących na rowerach, a zwłaszcza tych uprawiających nordic walking. Ci ostatni w większości wydają się najbardziej przypadkowi – gdyby schowali kijki, można by powiedzieć, że wyszli do lasu po chrust, albo na grzyby. I tu refleksja… Czy naprawdę byłoby tu dla nich miejsce, gdyby nie ten usprawiedliwiający ich obecność rekwizyt? Dla jak wielu spośród tych, których tu mijam każdy z tych sportów, wiążący się z nie tak znowu pospolitą kontemplacją i alienacją jest sposobem na maskowanie zwyczajnej potrzeby bezcelowej włóczęgi (zdecydowanie częściej negatywnie wartościowanej)? Bo jak często spotyka się osoby nieśpiesznym krokiem, idące pod prąd fali ludzi, w dodatku o dziwnych porach – szczytu, posiłków czy pracy?
Weekend daje przyzwolenie na takie zachowania, ale najwyraźniej dopiero sport je w pełni uzasadnia… Kwestia ta będzie zrozumiała zapewne wyłącznie dla tych, którzy, idąc samotnie z rękami w kieszeniach i wzrokiem utkwionym bezkompromisowo przed siebie, choć raz skrzyżowali swą drogę z procesją rodzin odbywających niedzielny spacer (lub inną zorganizowaną, homogeniczną grupą dyskusyjną).
Frapuje mnie jeszcze inna sprawa… Jak to się dzieje, że towarzyszące wielu biegaczom lub rowerzystom psy, często całe stada, nie okazują na trasie najmniejszych oznak agresji? To zapewne żadna reguła, choć wyobrażam sobie, że i im udziela się obecny tu spokój i odprężenie. Ufam, że mamy tu lepszy porządek… Stąd pewna obawa, gdy po wyjściu w miasto, próbujący złapać amstafa mężczyzna, prosi mnie „czy mógłbym złapać go za kolczatkę?”… – What???
happy birthday
19/04/2009

W książce, którą przywiozłaś mi z Londynu, znajdujemy odpowiedni fragment na tę okoliczność:
„In the meantime it grew larger and older every day, and what this would eventually lead to, no-one liked to think”.
:P
druga kategoria
28/03/2009

Pogoń za złudzeniem odsuwa w cień wszystko inne. To, po co wyciągamy ręce zwykle wydaje się nam naszym największym brakiem – niemożliwym do uzupełnienia własnymi czy też jakimikolwiek innymi siłami. Dopóki się takim wydaje, takim jest.
Bardzo chcielibyśmy czuć się kompletni, zyskując absolutne doznanie pełni możliwości. Czy nie chcielibyśmy z niego skorzystać, by skutecznie poznać siebie i sięgnąć po więcej? (próżność nie raz podpowiada nam, że przed zdobyciem świata powstrzymują nas nie tyle nasze własne braki, co „brak” abstrakcyjny, wstrzymujący inicjację zmian). Spełnionemu łatwiej o motywację, która przekonuje go do przekraczania marzeń i śrubowania osiągnięć. Kiedy jak nie wówczas… To czego nie podejmowaliśmy w poczuciu słabości czy niedoszacowania sił, a w obawie przed porażką, nagle nie jest problemem – staje się doznaniem inspirującym.
Pogoń za złudzeniem marginalizuje wszystko inne. Zupełnie realnie, także bliscy stają się podmiotami drugiej kategorii względem dominującego złudzenia, obietnicy. To stan niezwykle bolesny dla kogoś, dla kogo są (czy też byli do tej pory) najważniejsi (sumieniu tylko chwilami pomaga refleksja, że stoją na straconej pozycji statystów – stąd wydzielane im łaskawe gesty porozumienia i zaangażowania).
Brak spełnienia deprecjonuje przeszłość. Czy ta transakcja warta jest więc ryzyka? Czy warto zakładać mało prawdopodobne cele i podtrzymywać nadzieję na ich spełnienie (bardziej optymistycznie i aktywnie: realizację)? Brak przekonania, że nie warto teraz, czy też, że nigdy nie było warto nie ułatwia odpowiedzi. Ale czy chcemy odpowiedzi, które zabijają marzenia?
» Kategoria rachunek zdań | Skomentuj
robiąc swoje
24/03/2009


Zostawmy metafizykę. Wśród tych, których doświadczamy, jest wiele rzeczy, które trudno sobie wyobrazić, a jednak się dzieją – wśród nich nie najbardziej skomplikowane: wstawanie o 2 nad ranem czy sprzątanie po remoncie…
» Kategoria 24/ 7 | 2 komentarze
w rozmiarze dla dziecka
22/03/2009


Pragnienie powrotu do lat dziecięcych wyraża te same tęsknoty, co wizja utopi, wysp szczęśliwych czy dążenia do postawy mądrego prostaczka. Zaprzeczamy kulturze, kwestionujemy osiągniętą przez siebie pozycję, pragniemy drugiej szansy, odwracając sie tyłem do przyszłości. Niemądre zajęcie – przed dzieckiem stoi znacznie więcej wyzwań, niż przed dorosłym, wyspy szczęśliwe są potencjalnie wszędzie (nie ma ich poza nami), a mądry prostaczek… dość powszechna postawa: prostota i mądrość, to synonimy.
» Kategoria rachunek zdań | 1 komentarz
